<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Trener Biznesu</title>
	<atom:link href="http://www.thebestcoach.pl/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.thebestcoach.pl</link>
	<description>Elwira Stadnik</description>
	<lastBuildDate>Sun, 06 May 2012 09:35:25 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Z cyklu &#8220;Zaproszenie do Królowej. Kobiety, które znałam&#8221;</title>
		<link>http://www.thebestcoach.pl/maria</link>
		<comments>http://www.thebestcoach.pl/maria#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Apr 2012 13:28:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.thebestcoach.pl/?p=2569</guid>
		<description><![CDATA[Maria. Urodziła się w zeszłym stuleciu, w 1927 roku w Stanisławowie. Matka Marii, młoda, bardzo chorowita, wiecznie w dzieciństwie niedożywiona dziewczyna, zmarła tuż po porodzie zostawiając Marię z ojcem i Babcią. Ojciec, młody, ambitny, głodny wiedzy człowiek, wybrał studia we Lwowie, ukończywszy na tamtejszym uniwersytecie 3 kierunki: filozofię, historię i medycynę. Marię wychowywała Babcia-Baba. Babcia magiczna. Ale o tym za chwilę. Ojciec zaglądał do Stanisławowa rzadko, z reguły jedynie na święta, był gościem, świętym niemalże, którego Maria wypatrywała, za którym &#8230; <a href="http://www.thebestcoach.pl/maria">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="CENTER"><strong><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Maria.</span></strong></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Urodziła się w zeszłym stuleciu, w 1927 roku w Stanisławowie. Matka Marii, młoda, bardzo chorowita, wiecznie w dzieciństwie niedożywiona dziewczyna, zmarła tuż po porodzie zostawiając Marię z ojcem i Babcią. Ojciec, młody, ambitny, głodny wiedzy człowiek, wybrał studia we Lwowie, ukończywszy na tamtejszym uniwersytecie 3 kierunki: filozofię, historię i medycynę. Marię wychowywała Babcia-Baba. Babcia magiczna. Ale o tym za chwilę. Ojciec zaglądał do Stanisławowa rzadko, z reguły jedynie na święta, był gościem, świętym niemalże, którego Maria wypatrywała, za którym wciąż tęskniła, którego brak w jej dziecięcym życiu był dotkliwy. Profesor zwyczajny w dwóch dziedzinach nauki, dał jej tyle miłości ile potrafił. Dał jej również wykształcenie. Maria przez 45 lat uczyła gry na fortepianie, gdyż miała słuch absolutny. Maria ma dziś 82 lata. Jej sprawność umysłowa przewyższa wszelkie standardy. Maria ma jeszcze jeden talent od Boga. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Ale wróćmy wstecz, do dzieciństwa Marii.</span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Wybuchła II Wojna Światowa. Stanisławów pod okupacją niemiecką, biedny, głodnym wynędzniały zapomniany przez świat i Boga. Maria pamięta jak miska z wodą postawiona wieczorem do umycia się rano, okazywała się po nocy zamarznięta. Panował totalny głód, bieda i strach. Wiele samotnych kobiet, w trwodze i strachu oczekiwało jakichkolwiek informacji na temat swoich mężczyzn pochłoniętych zawieruchą wojenną. Babcia Marii była osobą magiczną, Babcia była obdarzona przez los darem czytania przyszłości z dłoni i z kart. Babci dar uratował i Marię i wiele innych rodzin przed śmiercią głodową. Do Babci na wróżby przychodzili wszyscy bogaci ludzie z miasta, wielu niemieckich oficerów. Pieniądz nie był środkiem nabywczym, jedzenie natomiast tak. Bo ważną rzeczą jest to, że jeszcze na długo przed wojna sława Babci była znana na cały miasto i okolice. Wszystko to, co Babcia widziała w kartach się spełniało i nigdy nikt nie żałował, że zwrócił się do niej o pomoc, radę, informację czy wskazówki. Babcia była dobra, mądra i wiedziała, że ludzi nie należy krzywdzić. Bardzo wierzyła w Boga, jak również wierzyła, że jeśli Pan Bóg ją obdarował wierząc w nią, tak ona podzieli się z ludźmi swoim darem. Babcia nigdy nie żądała zapłaty za stawianie kart, zawsze mówiła „Co łaska”. Przed wojną ludzie płacili różnie, a to drobnymi kwotami, a to jedzeniem, ubraniem. Babcia oprócz tego, że umiała odczytać przyszłość z kart, posiadała słuch absolutny i była nauczycielką fortepianu. Kształciła wielu młodych, wiele dzieci, paru dorosłych. Ojciec przez całą wojnę ukrywał się. Jak uniknął śmierci – tego nie wie nikt. Jeszcze przed wojną ożenił się powtórnie i z nową żoną miał 2 dzieci. Maria wciąż przebywała u Babci-Baby. Rozstrzygnięcie terytorialnych podziałów powojennych sprawiło, że ojciec z nową rodziną dostał przydział osiedlenia się na Ziemiach Odzyskanych. I wtedy Baba podjęła decyzję, że nie ma na co czekać i czas ruszać z Marią do ojca. Wiedziała, że jeśli tego nie zrobi, to w razie jej śmierci, Maria pozostanie sama bez rodziny w terytorialnie nabytym przez Rosjan obszarem przedwojennej Polski , zasiedlonym wrogimi Polakom Rosjanami i nazwanej Ukrainą .</span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Maria od dzieciństwa przebywając z Babą patrzyła na to, co Baba robiła i nie zdając sobie sprawy nabywała umiejętności czytania kart. Już w wieku 10 lat potrafiła wiedzieć jaki los czeka osobę, której Babcia właśnie stawiała wróżbę. Po prostu to wiedziała. Po Babie odziedziczyła 2 talenty. Ojciec mianowany dyrektorem w jednym z zachodniopomorskich gimnazjów (dziś w tym już liceum, stoi popiersie ojca Marii, jako tego, który zbudował w powojennym mieście sławę i elitarność wysokiego poziomu nauki tego właśnie liceum), zaczynał robić dyrektorską karierę. Maria z Babą mieszkała w małym mieszkanku, tuż przy kotłowni, w piwnicy gimnazjum, którym zawiadywał jej ojciec. I uczyła się. I tam poznała Józefa. Józef, prosty chłopak ze wsi, stał się z czasem prawa ręką ojca Marii. Razem z nią się uczył, dla ojca sprzątał, pomagał, zajmował się wszystkim ciężkimi pracami w szkole. Młodzi zakochali się w sobie. Tylko co z tego, kiedy ojciec był przeciwny temu związkowi z prostego wydawało by się dla niego powodu: to dla Marii byłby mezalians. Maria rozpoczęła naukę w szkole muzycznej, uczęszczając jednocześnie na lekcje fortepianu do znanej pianistki i nauczycielki, bardzo sławnej, mądrej i bardzo wyniszczonej zdrowotnie wojennymi przeżyciami kobiety. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Na 2 lata przed maturą nauczycielka Marii zmarła pozostawiając w testamencie dokument, w którym poświadczyła, że Maria posiada, oprócz talentu, wszystkie umiejętności do nauczania gry na fortepianie. I Maria, sama się ucząc, uczyła już młodszych od siebie. Józef i Maria zadali w tym samym czasie maturę. Józef wybrał studia na kierunku inżynierii lądowej. Marii nie było stać na kontynuowanie nauki, a ojciec skoncentrowany na żonie i pozostałych, młodszych od Marii 2 córkach, nie chciał i być może nie mógł wesprzeć ją finansowo, tak więc podjęła pracę etatową w średniej państwowej szkole muzycznej. Pomimo niechęci do tego związku, młodzi spotykali się i planowali wspólną przyszłość. Kochali się, byli szczęśliwi, planowali wspólne życie. Maria wiedziała, że znalazła swoją połówkę pomarańczy. Miała w nim wsparcie, opiekę, miłość, zaufanie, szacunek. Któregoś letniego dnia, już inżynier, Józef dostał zlecenie spenetrowania dna Odry. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Tego właśnie lata zaplanowali z Marią ślub. Wraz z kolegą prowadzili prace pod wodą. I tamtego słonecznego pięknego dnia Józef utopił się z powodu awarii sprzętu nurkowego. Maria była jak otumaniona. Nie jadła, nie spała, nie była w stanie prowadzić normalnego życia. Jedyne co trzymało ją w otaczającej rzeczywistości to jej uczniowie i praca. Uczniowie ją uwielbiali, szanowali, słuchali jej rad, liczyli się z jej każdym słowem. Maria była cicha i jednocześnie była w niej dziwna siła oraz trudna do opisania i wyjaśnienia duma. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Minęły 3 lata. Wśród jej uczniów na prywatne lekcje zaczął przychodzić Stanisław. Jak to Maria mówi, przykleił się do niej jak rzep. Miał dobry zawód, pracę, mieszkanie. Był cichy, niepozorny, grzeczny. Tylko od czasu do czasu zdarzały mu się dziwne stany irytacji. Ale wtedy jeszcze nie na Marię. Maria przyjęła jego oświadczyny. Była młoda, samotna i zrezygnowana. Nie miała już żadnej nadziei na to, że życie da jej znów kogoś takiego jak Józef. Pobrali się ze Stanisławem i Maria urodziła trójkę dzieci. Na początku było dobrze. Po urodzeniu drugiego dziecka, owe dziwne stany irytacji Stanisława skierowały się na Marię. Zaczął ją najpierw poszturchiwać bez powodu, popychać, robić awantury. W ciągu następnych lat zaczął bić najpierw ją, a później dzieci. Stanisław nie był alkoholikiem. Był schizofrenikiem. Życie Marii stało się koszmarem przeplatanym coraz to częstszymi pobytami w szpitalach z powodu kolejnych pobić. Stanisław przestał dawać Marii pieniądze, w domu dzieciaki zaczynały być głodne. Pensja Marii nie starczała na pokrycie podstawowych potrzeb. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">I wtedy Maria odważyła się po raz pierwszy komuś postawić karty. I tak jak jej Baba – za „co łaska”. I właśnie wtedy, w latach 60-tych poprzedniego wieku, zaczął się tworzyć łańcuch ludzi, którym Maria pomogła. Pomogła uniknąć złych wyborów, pomogła uniknąć więzienia, pomogła przeboleć śmierć bliskich, pomogła wytrwać w oczekiwaniu na wiadomości od tych, którzy wyjechali daleko i nie było wiadomo, co się z nimi dzieje, pomogła uniknąć śmierci. Zawsze za „co łaska”. Maria patrząc w karty bezbłędnie wiedziała, co będzie i jak potoczą się losy ludzi pytających o wróżbę. Nigdy niczego nie sugerowała, nie namawiała do niczego, po prostu mówiła tylko to, co widziała w kartach. Zawsze zostawiała podjęcie decyzji pytającemu. Zawsze powtarzała, że karty, które ona odczytuje, nie są wyrokiem czy też czymś nieodwracalnym. Zawsze powtarzała, że człowiek ma wolną wolę i może podejmować swoje decyzje. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Po kolejnym pobiciu Marii przez Stanisława, pobiciu po którym Maria prawie nie umarła z odniesionych ran, zrozumiała, że jeżeli dalej będzie trwała w tym małżeństwie, następnym razem może nie przeżyć i jej dzieci pozostaną pod opieką Stanisława. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Była zdecydowana pójść gdziekolwiek, nawet pod kościół, bo przecież nie miała gdzie się podziać, ale decyzję o rozwodzie uznała za najlepszą dla dzieci i dla siebie. Maria rozwiodła się. Znała jednak już wtedy Stroiciela fortepianów. Przychodził do szkoły muzycznej i zawsze okazywał Marii swoje zainteresowanie, ba, nawet wyznał jej kilka razy miłość. Stroiciel dowiedział się o rozwodzie i sytuacji Marii i poprosił ją, aby zamieszkała razem z nim, i że on się Marią i jej dziećmi zaopiekuje. Stroiciel posiadał mały warsztat wraz z małym mieszkaniem. Maria z dziećmi znalazła dach nad głową. Ale Stroiciel był alkoholikiem. O tym Maria dowiedziała się po mniej więcej roku wspólnego życia. Stroiciel nie bił Marii, on pił. Najpierw z kolegami, potem sam, bo mu było żal dzielić się wódką z kimkolwiek.</span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Mijały lata. Pierwsze dziecko Marii, córka, już dorosła, wyjechała za granicę. Maria została z dwoma, dorosłymi już synami. Każdy się ożenił. Każde ze swoich dzieci Maria wyposażyła na dorosłość tak jak mogła i z tym, co mogła. Maria podejmowała swoje wybory i swoje decyzje zgodnie ze swoją wolną wolą. Obydwaj synowie cechowali się dziwnym uzależnieniem od niemożliwości znalezienia sobie stałej pracy. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Marię poznałam kiedy miała 78 lat. Była na emeryturze, choć wciąż udzielała prywatnych lekcji muzyki. Rodzice znający sławę i talent Marii jako nauczycielki przywozili do niej swoje bardziej lub mniej utalentowane dzieci. Stroiciel już od dawna nie żył, udusił się własnymi wymiocinami w trakcie kolejnego, samotnego pijaństwa w warsztacie. Warunki, w których żyła wtedy Maria, nie przypominały niczego, co zasługiwałoby na miano lokalu mieszkalnego. To, co pozostało po mieszkaniu Stroiciela, mogło być określone jako zgniła i zaszczurzona rudera. Sufit z wystającymi elementami kabli i drutów. Bez ciepłej wody, bez ogrzewania. Zgniłe tynki, odpadające kawałki ścian, podłoga podniesiona przez wędrówki szczurów. Piec elektryczny w jednym pomieszczeniu. Ale był telefon, na który wciąż dzwonili ludzie potrzebujący wiedzieć, co los dla nich przygotował. Maria siadywała przy małym stoliku, zawsze nakrytym czystą serwetą, zastawionym pudełeczkami i fiolkami z lekarstwami. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Ludzie przychodzili, Maria stawiała karty, ludzie wychodzili, czasami płacili czasami zostawiali coś do jedzenia, czasami kilka ciastek, czasami zupy w proszku. Czasami 20 zł. W tym czasie Maria znalazła się dwa razy w szpitalu, za każdym razem z tego samego powodu, z powodu pobicia jej przez wnuka. Jak pierwszy raz uderzył ją to upadając złamała biodro. Drugi raz wykręcił jej rękę i złamał kość ramienia. Pobyt Marii w szpitalu był niewygodny dla niej samej, bo nie mogła przecież stawiać kart, a karty i to, co za ich stawanie dostawała zawsze szły na zaspokajanie potrzeb jej dorosłych synów. No i czasami przecież dla wnuka, bo i ten przychodził pieniądze na piwo, na papierosy. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Maria zmarła w zeszłym roku domu opieki, samotnie i daleko od rodzinnego miasta i od synów. Zmarła po wylewie jakiego dostała w swoim mieszkanku-ruderze. Przez 6 miesięcy była jak małe dziecko, które trzeba było karmić, przebierać, zmieniać pieluchy. Cztery miesiące opiekował się nią straszy syn, ale, jak to określił, nie miał już siły i musiał ją oddać do tego domu opieki. Opiekował się, bo wtedy renta Marii trafiała do niego, a nie do jego brata. A to było ważne. Zawsze było ważne, żeby Maria przynosiła i dawała i zabezpieczała ich życie.</span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Na pogrzeb przyszło mnóstwo ludzi. A nawet przyjechała z Wiednia córka Marii, która od momentu wylewu i przez cały czas dogorywania Marii ani razu nie odwiedziła matki. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Mnóstwo ludzi pojawiło się na pogrzebie. Wtedy, kiedy nie trzeba nic już robić. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Czy Maria wiedziała, że pomagając, wspierając i wskazując drogę innym nie umiała jednak znaleźć bezpiecznego życia dla siebie samej? Pomimo tylu lat upokorzeń, ran fizycznych, utraty zdrowia, molestowań i wyzysku ze strony najbliższych, Maria nosiła w sobie tą dziwną, trudną do opisania dumę. Wewnętrzną siłę i hart niepoddawania się, aż wszyscy bliscy nie będą bezpieczni. Bliscy, jej dzieci, które ciągle trzymały wyciągnięte ręce po „daj Mamo”. </span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Maria umarła samotnie, jak niepotrzebny mebel wyrzucony na śmietnik, wyrzucony, bo nie ma z niego już żadnego pożytku.</span></p>
<p><span style="font-family: 'Times New Roman', serif;">Czy Maria wiedziała, że była Królową? </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.thebestcoach.pl/maria/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szkolenia Unijne a Monty Phyton</title>
		<link>http://www.thebestcoach.pl/szkolenia-unijne-a-monty-phyton</link>
		<comments>http://www.thebestcoach.pl/szkolenia-unijne-a-monty-phyton#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Apr 2012 13:43:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.thebestcoach.pl/?p=2542</guid>
		<description><![CDATA[Jakiś czas temu popełniłam wpis dotyczący &#8220;Rynku zdominowanego przez pseudo szkolenia&#8221;. Życie toczy się dalej i oto kolejne elementy tej finansowo-unijnej dobroczynności wychodzą wychodzą na światło dzienne. Dobroczynności, która jak zakalec obejmuje coraz to szersze części wydawałoby się smakowitego ciasta. Idea szczytna: dofinansowania (uwaga tu nastąpi kapitalne słowo) w Kapitał Ludzki. Unia rozdaje kasę (naszą kasę, żeby było jasne)  dzieląc ją na t.zw. Priorytety dofinansowań. Oczywiście jak każda szczytna idea i ta ma na celu podniesienie jakości życia uczestników (fachowo &#8230; <a href="http://www.thebestcoach.pl/szkolenia-unijne-a-monty-phyton">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jakiś czas temu popełniłam wpis dotyczący &#8220;Rynku zdominowanego przez pseudo szkolenia&#8221;. Życie toczy się dalej i oto kolejne elementy tej finansowo-unijnej dobroczynności wychodzą wychodzą na światło dzienne. Dobroczynności, która jak zakalec obejmuje coraz to szersze części wydawałoby się smakowitego ciasta.</p>
<p>Idea szczytna: dofinansowania (uwaga tu nastąpi kapitalne słowo) w Kapitał Ludzki. Unia rozdaje kasę (naszą kasę, żeby było jasne)  dzieląc ją na t.zw. Priorytety dofinansowań. Oczywiście jak każda szczytna idea i ta ma na celu podniesienie jakości życia uczestników (fachowo nazwanych Beneficjentami Ostatecznymi) szkoleń objętych tymi różnymi Priorytetami.</p>
<p>Tak więc do organizacji szkoleń, czyli do załapania się na kasę unijną (czyli tak naprawdę naszą) łapią się specjaliści od wypełniania wniosków o dotacje. Te wnioski są oceniane przez WUP (Wojewódzki Urząd Pracy) i jak ocena jest na tak, to Wnioskodawca uzyskuje dotacje. No i tu się oczywiście zaczyna &#8220;made in Poland&#8221;.</p>
<p>Skąd się wzięła opinia, że 95 % szkoleń za pieniądze unijne to maskara? Wzięła się z ust uczestników tychże szkoleń. Dlaczego? Dlatego, że to oni doświadczają na sobie jakości organizowanych szkoleń i poziomu trenerskiego. To oni konfrontują i potwierdzają fakt, iż jedynym beneficjentem tychże szkoleń jest w 95% Wnioskodawca, czyli Wykonawca/Lider Projektu. Oni sami nie zyskują nic. No może, że czasami nie muszą siedzieć w pracy tylko idą sobie na szkolenie. A Beneficjent Ostateczny brzmi w tym wypadku jak Ostatnie Życzenie Skazanego (na szkolenie unijne).</p>
<p>Ale ja się nie dziwię tym wszystkim firmom, które opanowawszy sztukę pisania poprawnych wniosków oraz trendy unijne &#8211; walą jak w dym do WUP po kolejne dotacje, z kolejnymi projektami. Nie dziwię się, bo skoro instytucja przyznająca owe dotacje nie zrobiła nic, absolutnie nic, aby rzeczywiście sprawować kontrolę nad poziomem i jakością przeprowadzanego Projektu, to dlaczego nie ciągnąć tej kasy na maxa? No nie można inaczej w tym kraju, gdzie <em><strong>&#8220;czy się stoi czy się leży, kasa się należy&#8221;</strong></em> jest cechą narodową, a słowo <strong><em>kombinować </em></strong> jest czasownikiem, którego znaczenie się wysysa z mlekiem matki od momentu narodzenia.<strong></strong></p>
<p>Dlaczego to WUP jest winien totalnej bylejakości oferowanych szkoleń? Dlatego, że elementem stanowiącym podstawę dla Wykonawcy Projektu do wylegitymowania się przed WUP z poziomu przeprowadzonych szkoleń jest ankieta wypełniana anonimowo przez uczestników szkoleń, a drukowana w dowolnych ilościach przez Wykonawcę Projektu. Gdyby ta ankieta była dokumentem ścisłego zarachowania, czy chociażby opieczętowanym dokumentem wydawanym przez WUP w ilości równej z rzeczywistą liczbą uczestników szkoleń &#8211; było by ok. Ale nie jest. W rzeczywistości staje się ankietą dowolnie wypełnianą przez Wykonawcę Projektu dla uzyskania w WUP odpowiednich „wskaźników” z przeprowadzonych etapów Projektu, co oczywiście uniemożliwia WUP sprawowanie rzeczywistej kontroli nad jakością prowadzonych projektów. Czyli (i to jest made in Poland do potęgi) Wykonawca Projektu sam sobie wystawia opinię dotyczącą poziomu realizacji Projektu. Ha! boskie! I jak najbardziej prawdziwe. Tak to działa. WUP daje kasę, a ocenę prawidłowości wydawania tej kasy oddaje w ręce tych, którym ją daje. Monty Phyton rules.</p>
<p>Tak więc instytucja przyznająca dotacje tak naprawdę nie sprawuje żadnej kontroli nad tym, w jaki sposób te pieniądze są inwestowane w &#8220;kapitał ludzki&#8221;. Bo inwestycja ta, tak jak wcześniej wspomniałam, w 95% nie dotyczy &#8220;kapitału ludzkiego&#8221;, a jest pomnożeniem kapitału Wykonawcy Projektu. Cudne.</p>
<p>Co będzie kiedy media, nasze ukochane sensacyjnożrące media dotrą do tego prostego faktu?</p>
<p>Czy urzędnicy z WUP będą mi mieli za złe ten artykuł? Pewnie tak, albowiem ujawniwszy  fakt, iż to &#8220;wskaźniki efektywności&#8221; szkoleń oraz to, jak dany WUP wypada w owych &#8220;wskaźnikach&#8221; w porównaniu z innymi województwami, odebrały urzędnikom zdrowy rozsądek i uniemożliwiły im rzeczywiste zadbanie o (uwaga, znów wzniosłe słowa) kapitał ludzki, mogę być nielubiana wśród owych urzędników. Cóż, nikt nie lubi jak mu się wytyka. No właśnie, co mu się wytyka? Nazwijcie sobie sami takie postępowanie WUP. A przecież wystarczy tylko zmienić reguły. Ale, jak mawiała Joaśka D&#8217;Arc &#8211; stos jest tylko jeden, a w piekle dużo miejsca. Zmieścimy się wszyscy.</p>
<p>Było by nierzetelnością z mojej strony nie napisać, że około 5-10% z przeprowadzonych Projektów szkoleniowych to są doskonałe i profesjonalne szkolenia, gdzie zarówno poziom organizacyjny jak i merytoryczny stoi na najwyższym poziomie. Około 5-10%.</p>
<p>e.s.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.thebestcoach.pl/szkolenia-unijne-a-monty-phyton/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wspólnota Tanich Półek</title>
		<link>http://www.thebestcoach.pl/wspolnota-tanich-polek</link>
		<comments>http://www.thebestcoach.pl/wspolnota-tanich-polek#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Apr 2012 05:49:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.thebestcoach.pl/?p=2526</guid>
		<description><![CDATA[Rozmawiałam ostatnio  pewną osobą o ludziach kombinatorach. Rozmowa dotyczyła nie tylko tego, że ci ludzie oszukują innych, ale również tego że, zdaniem mojego rozmówcy, muszą to robić. Hmmm. Padło stwierdzenie, iż nawet wspaniali ludzie dopuszczają się do oszustwa. Miałam przez chwilę wrażenie, że rozmowa wylądowała w Matrixie, a ja w wariatkowie. Zaczęłam się zastanawiać jaki procent społeczeństwa dopuszczając się oszustwa uważa to za akt normalny (bo wytłumaczalny). 70% , 80%, 90% ?? Moim zdaniem 90%. I teraz nastąpi clou tej &#8230; <a href="http://www.thebestcoach.pl/wspolnota-tanich-polek">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Rozmawiałam ostatnio  pewną osobą o ludziach kombinatorach. Rozmowa dotyczyła nie tylko tego, że ci ludzie oszukują innych, ale również tego że, zdaniem mojego rozmówcy, muszą to robić. Hmmm.</p>
<p>Padło stwierdzenie, iż nawet <strong><em>wspaniali</em></strong> ludzie dopuszczają się do oszustwa. Miałam przez chwilę wrażenie, że rozmowa wylądowała w Matrixie, a ja w wariatkowie. Zaczęłam się zastanawiać jaki procent społeczeństwa dopuszczając się oszustwa uważa to za akt <strong><em>normalny</em></strong> (bo wytłumaczalny). 70% , 80%, 90% ?? Moim zdaniem 90%. I teraz nastąpi clou tej rozmowy: usłyszałam:  &#8221;można i należy oszukiwać i kraść, ponieważ w i ę k s z o ś ć  tak robi, bo bez takiego działania do niczego się w życiu nie dojdzie&#8221;.</p>
<p>Pamiętam czasy kiedy naprawdę niczego nie było w sklepach, kiedy na benzynę potrzebna była kartka na paliwo, kiedy papier toaletowy był luksusem. Co było powodem oszustw wtedy? Bieda. Co jest powodem oszustw dzisiaj? Cwaniactwo. Lenistwo. Wygodnictwo. Tandeta moralna w biznesie zalewa nas jak brudny ściek wylewający się po powodzi na ulice. Większość &#8221;biznesmenów&#8221; pływa w biznesowym gównie moralnym po szyję i uważają, że są ok. I ok, niech pływają sobie w tym gównianym biznesowym pojęciu o robieniu pieniędzy, ich gówno &#8211; ich piaskownica, ale dlaczego doszło do tego, że społeczeństwo uważa to za normalne? Z biedy? Nie. Z tandety moralnej.</p>
<p>Ile kosztuje bycie nieoszustem? Kosztuje to pewną alienację i wykluczenie z &#8220;normalności&#8221;.  Kosztuje śmianie się za twoimi plecami, że jesteś głupi, bo nie wiesz jak kombinować. Kosztuje nawet to, że ludzie się ciebie boją, bo ty nie jesteś &#8220;normalny&#8221;, więc cię unikają, bo uważają, że <em>&#8220;kto nie pije &#8211; ten kabluje&#8221;.</em></p>
<p>Pewien mieszkający od ponad 10 lat w Polsce cudzoziemiec, prowadzący swój biznes, powiedział mi, że najtrudniej było mu zrozumieć znaczenie słowa <em><strong>kombinować</strong>, </em>że zrozumienie tego słowa zajęło mu kilka ładnych lat, ponieważ w jego ojczystym języku takie słowo nie istnieje. Ale jak w końcu zrozumiał co to słowo oznacza &#8211; stwierdził, że on tak nie chce prowadzić swojego biznesu. Cóż, niedługo to trwało, jak  i on wcielił w swoje biznesowe życie kombinowanie. Nie było mu źle, miał naprawdę dobrze poukładane sprawy zawodowe i wiódł dobre życie. Ale. Ale pojawiła się okazja do łatwych pieniędzy, tanim kosztem, ale z dozą oszustwa. Oczywiście wszedł w to, bo perspektywa szybkiego wzbogacenia się była bardziej interesująca niż postanie uczciwym człowiekiem. To taki sztandarowy przykład, gdzie uczciwość większości ludzi przegrywa z ich pazernym ego. Sprzedają wtedy przyjaciół, szacunek do siebie, sprzedają fantastyczne perspektywy i w rezultacie są jak zwierzę w pułapce, uwięzione własnymi kłamstwami. Jeżeli na dodatek robią te swoje <em>kombinacje </em>do spółki z innymi, to (zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy na początku owego &#8220;złotego interesu&#8221;) &#8211; stają się niewolnikami swoich wspólników, narzędziami w ich rękach i zawsze będą tańczyć tak, jak im tamci zagrają. Bo wiąże ich wspólna tajemnica i nikt nie jest wolny.</p>
<p>Jak ważna jest prawdziwa wolność? Dla mnie najważniejsza.</p>
<p>Po tych wszystkich latach mojego własnego życia stwierdzam, iż nie ma nic ważniejszego, niż bycie prawdziwie wolnym człowiekiem, nad którym nikt inny nie ma władzy. Ktoś (wielu) powie, że to niemożliwe do realizacji. Czyżby? To zastanów się komu i z jakich powodów oddałeś władzę nad sobą? Zastanów się dlaczego ktoś o tobie wie coś, czego ty się wstydzisz i boisz? Zastanów się, czy rzeczywiście musiałeś sprzedać swoje wartości, żeby ci się lepiej żyło i czy rzeczywiście jest ci z tym lepiej? Czy warto za cenę posiadania czegoś (rzeczownik) nie być prawdziwie wolnym człowiekiem?</p>
<p>Zastanów się dlaczego honor stał się zlepkiem kilku liter na papierze. Czy warto w społeczeństwie tandetnych półek moralności biznesowej leżeć na jednej z nich jako tandetny towar? Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają. Bzdura. Pieniądz jest obojętny moralnie. Pieniądz nie ma płci, nie ma siły, nie ma wartości sam w sobie. To ludzkie decyzje w związku z posiadaniem lub brakiem pieniędzy powodują resztę zdarzeń. I nie ma tak, że wspaniały człowiek pokusi się o oszustwo. To po prostu znaczy, że on nie jest wspaniały.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>e.s.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.thebestcoach.pl/wspolnota-tanich-polek/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dysfunkcjonalne wzorce komunikacyjne kobiet i mężczyzn</title>
		<link>http://www.thebestcoach.pl/dysfunkcjonalne-wzorce-komunikacyjne-kobiet-i-mezczyzn</link>
		<comments>http://www.thebestcoach.pl/dysfunkcjonalne-wzorce-komunikacyjne-kobiet-i-mezczyzn#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Mar 2012 15:55:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.thebestcoach.pl/?p=2428</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Na przełomie moich 19 lat prowadzenia własnego biznesu, wielokrotnie doświadczałam (i doświadczam) dysfunkcjonalnych wzorców komunikacyjnych pomiędzy kobietami i mężczyznami. To ewolucja kory przedczołowej u człowieka doprowadziła do takich, a nie innych różnic w zachowaniach, sposobie myślenia i działania u obu płci. Ewolucja ta jest wynikiem naturalnego rozwoju człowieka, zdeterminowanego warunkami w jakich przyszło ludziom żyć i walczyć o przeżycie. Dopóty kobiety i mężczyźni nie nauczą się jak ze sobą współpracować, wykorzystując z pożytkiem różnice wnikające z ukształtowania neurologicznego &#8211; &#8230; <a href="http://www.thebestcoach.pl/dysfunkcjonalne-wzorce-komunikacyjne-kobiet-i-mezczyzn">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: medium;">Na przełomie moich 19 lat prowadzenia własnego biznesu, wielokrotnie doświadczałam (i doświadczam) dysfunkcjonalnych wzorców komunikacyjnych pomiędzy kobietami i mężczyznami. To ewolucja kory przedczołowej u człowieka doprowadziła do takich, a nie innych różnic w zachowaniach, sposobie myślenia i działania u obu płci. Ewolucja ta jest wynikiem naturalnego rozwoju człowieka, zdeterminowanego warunkami w jakich przyszło ludziom żyć i walczyć o przeżycie.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;">Dopóty kobiety i mężczyźni nie nauczą się jak ze sobą współpracować, wykorzystując z pożytkiem różnice wnikające z ukształtowania neurologicznego &#8211; dalej świat będzie miejscem kretyńskiej walki płci o to, kto lepszy, zamiast miejscem kreatywnego współdzielenia się talentami i wrodzonymi predyspozycjami.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;">Poniższe opracowanie jest  zarówno dla kobiet jak i mężczyzn, albowiem obie płcie mają przed sobą jeszcze wiele do nauczenia.</span></p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: medium;">Style komunikacyjne pomiędzy kobietami i mężczyznami w sferze biznesu:</span></p>
<ol>
<li><span style="font-size: medium;">Kobiety mają tendencję do wyrażania się w formie próśb lub sugestii, a nie bezpośrednich nakazów: np. „<em>Czy mogłaby pani spojrzeć na to rozliczenia przy sposobności?</em>” zamiast: „<em>Proszę przejrzeć to rozliczenie i do wtorku zdać mi relację jak to wygląda.” </em>Kobieta albo mężczyzna, którzy nie rozumieją, co naprawdę znaczy takie polecenie mogą poczuć się zakłopotani.</span></li>
<li><span style="font-size: medium;">Niektóre kobiety kompulsywnie i niepotrzebnie przepraszają. Jest to społeczna konwencja. Np. „<em>Przepraszam, że wczoraj już do ciebie nie zadzwoniłam”; </em>mężczyźni<em> </em>często odbierają to jako wyraz poważania, a nawet słabości kobiety. Kobiety używają formy przepraszającej, aby utrzymać harmonię w relacji i okazać szacunek drugiej osobie. Natomiast kiedy mężczyzna słyszy „przepraszam&#8230;” , wnioskuje, że kotoś popełnił błąd.</span></li>
<li><span style="font-size: medium;">Podobnie kobiety mówią „dziękuję”: jest to sposób pozytywnego klimatu relacji, niekoniecznie dlatego, że jest coś, za co należy się podziękowanie. Czasem wprawia to mężczyzn w zakłopotanie, bo wyobrażają sobie, że musieli zrobić coś, co zasługuje na podziękowanie. Dla mężczyzny dziękujący znajduje się w podległej relacji. W rywalizacyjnych męskich rozgrywkach życiowo-zawodowych podziękowanie oznacza przegraną rundę.</span></li>
<li><span style="font-size: medium;">Kobiety czasem proszą o opinię osobę, której chcą w ten sposób okazać względy, nawet jeżeli nie zamierzają brać pod uwagę tej opinii, kiedy już ją usłyszą. Dla kobiet pytanie o opinię może być taktyką okazywania szacunku i otwartej postawy. Mężczyzna czuje się zakłopotany, kiedy wyrazi swoją opinię, która nie zostanie wykorzystana. Może wtedy zinterpretować poszukiwanie opinii jako formę manipulacji, oznakę słabości albo niezdecydowania.</span></li>
<li><span style="font-size: medium;">Mężczyźni i kobiety różnie wyrażają pochwałę i krytykę. Niektórzy ludzie interpretują częste pochwały jako próbę manipulacji lub wtrącania się w nieswoje sprawy, a jeszcze inni są zażenowani. Wielu mężczyzn sądzi, że kobiety nie dość jasno mówią im, kiedy popełniają błąd; a wiele kobiet sądzi, że mężczyźni nie dość wyraźnie mówią im, kiedy robią coś dobrze.</span></li>
<li><span style="font-size: medium;">Kobiety chętnie opowiadają o swoich troskach, dzięki czemu mogą się wzajemnie wspierać. Dzielą się trudnościami i w ten sposób budują relacje między sobą. Mężczyźni często nie wiedzą jak zachować się podczas takiej rozmowy, czują się zmuszani do tego, aby jakoś zaradzić przedstawionemu problemowi. To z kolei interpretowanie jest przez kobiety jako brak empatii, brak umiejętności okazywania troski czy słuchania. Wielu mężczyzn uważa taką rozmowę za narzekanie lub żalenie się. Z ich punktu widzenia prawdziwy gracz skupia się na mocnych stronach. Zakasują więc rękawy i biorą się do działania. Dla mężczyzn rozmowa to zwykły przekaz informacji, podczas gdy kobiety używają rozmowy do podtrzymania relacji, uzyskania wsparcia, inter-reakcji.</span></li>
<li><span style="font-size: medium;">Kobiety (choć mężczyznom też to się zdarza) często komunikują nie wprost i ta niejednoznaczność jest dla mężczyzn kłopotliwa. Typowi mężczyźni liderzy są przyzwyczajeni do komunikowania się w środowisku zawodowym w sposób bezpośredni, dlatego nie rozumieją zawoalowanych komunikatów od kobiet. Natomiast komunikaty bezpośrednie, które kobiety wypowiadają do mężczyzn, są przez tych ostatnich niemożliwe do zaakceptowania z tytułu zakorzenionego przeświadczenia, że jest to sposób wyłącznie zarezerwowany dla mężczyzn.</span></li>
</ol>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><span style="font-size: medium;">Dysfunkcjonalne wzorce komunikacyjne w biznesie pomiędzy kobietami i mężczyznami</span></p>
<p><span style="font-size: medium;"><strong>Lekceważący</strong>: najczęściej spotykany wzorzec. Polega na tym, że mężczyzna przerywa kobiecie wypowiedź albo zupełnie ignoruje to, co ona mówi. Kobieta znajduje się wtedy w trudnym położeniu, gdyż musi ponownie wyrazić opinię, czasem przełamując własny opór. Niejednokrotnie łatwiej jej jest ustąpić i zamilknąć, ale wtedy problem pozostaje. Rzecz w tym, że można stworzyć kulturę, w której ten wzorzec stanie się bezwartościowy (albo, niestety, pozwoli się mu funkcjonować) Można podejść do tego dwojako: albo zwrócić uwagę na problem w innych okolicznościach (później, w cztery oczy) lub skomentować bezpośrednio, kiedy ten lekceważący wzorzec ma miejsce.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;"><strong>Odwetowy</strong>: czasem mężczyźni komunikują się z kobietami w taki sposób, jakby chcieli wziąć odwet za wszystkie afronty, jakich doznali od wszystkich kobiet w ich życiu. Zdarza się, że skracają rozmowę, chcąc uniknąć zdominowania przez kobietę, co dla wielu mężczyzn jest najbardziej upokarzające i niedopuszczalne. Kiedy kobieta przedstawia swój znakomity pomysł, natychmiast deprecjonują go, a następnie krytykują, co wprowadza kobietę w błąd i dyskomfort emocjonalny.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;"><strong>Protekcjonalny</strong>: ten wzorzec wynika z tradycyjnego kojarzenia kobity z zabawą (matki, żony, córki, kochanki, siostry). Niektórzy mężczyźni zwracają się do kobiet tak, jak do swoich matek, żon, córek, a kobiety odpowiadają w tej samej konwencji.  Mężczyznom trudno jest spojrzeć na kobietę jak na równorzędną partnerkę; obniża więc dyskomfort w jaki wprawia ich ta rola, flirtując albo trywializując rozmowę. Kobieta staje wtedy wobec trudnej decyzji czy ciągnąć tę grę dalej czy postawić problem otwarcie i omówić go.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;"><strong>Wykluczający</strong>: mężczyźni mają 2 różne style komunikowania się: jednego używają komunikując się wyłącznie w męskim towarzystwie, a drugiego w obecności kobiet. Np. zdarza się, że mężczyzna powie coś na zebraniu teamu i natychmiast przeprasza za to, co powiedział obecna tam kobiety, co ma znaczyć, że pewnych rzeczy nie należy mówić kiedy one są obecne. Jest to w pewnym sensie wykluczenie. Kobiety nie reagują otwarcie, ponieważ obawiają się jakie będą tego dla nich konsekwencje w firmie.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;"><strong>Podkopujący</strong>: są to obserwacje na temat kobiet, które mają pogardliwy, a nawet miażdżący stosunek do kariery zawodowej. Są to przede wszystkim zakorzenione w mentalności narodowej wzorce funkcyjne „przynależne” kobietom, a dające  przedsiębiorcom, firmom powody, aby stereotypowo traktować kobiety w biznesie. Również część kobiet „domowych” wyrażająca swój pogardliwy stosunek do kobiet „biznesu”, ma wpływ na utrwalanie tych stereotypowych wzorców postrzegania płci.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="font-size: medium;">e.s.</span></p>
<p><span style="font-size: medium;">z podziękowaniem dla: Tennan i K. Reardon</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.thebestcoach.pl/dysfunkcjonalne-wzorce-komunikacyjne-kobiet-i-mezczyzn/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak zrealizować ideę?</title>
		<link>http://www.thebestcoach.pl/jak-zrealizowac-idee</link>
		<comments>http://www.thebestcoach.pl/jak-zrealizowac-idee#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 08 Mar 2012 05:47:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.thebestcoach.pl/?p=2416</guid>
		<description><![CDATA[Wielu z nas chce produkować idee. Pomysły. Nowatorskie rozwiązania. Wielu z nas jest urodzonymi kreatorami. Ale co nas dzieli od &#8216;wyprodukowania&#8217; idei &#8211; do jej wcielenia w życie? Dzieli nas chciejstwo. Chciejstwo to taki leniwy gnojek, który zaśmieca nasze charaktery. Jest bowiem ogromna rożnica pomiędzy &#8216;chciejstwem&#8217;, a rzeczywistym pragnieniem realizacji swoich pomysłów. Chciejstwo zaczyna się ujawniać w momencie, kiedy w naszych głowach zaczynają się rodzić &#8216;ale&#8217;. Te &#8216;ale, bo&#8230;&#8217; są grudką piasku sypaną na trumnę, w której spoczywają zwłoki naszego &#8230; <a href="http://www.thebestcoach.pl/jak-zrealizowac-idee">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wielu z nas chce produkować idee. Pomysły. Nowatorskie rozwiązania. Wielu z nas jest urodzonymi kreatorami. Ale co nas dzieli od &#8216;wyprodukowania&#8217; idei &#8211; do jej wcielenia w życie? Dzieli nas chciejstwo. Chciejstwo to taki leniwy gnojek, który zaśmieca nasze charaktery. Jest bowiem ogromna rożnica pomiędzy &#8216;chciejstwem&#8217;, a rzeczywistym pragnieniem realizacji swoich pomysłów. Chciejstwo zaczyna się ujawniać w momencie, kiedy w naszych głowach zaczynają się rodzić &#8216;ale&#8217;. Te &#8216;ale, bo&#8230;&#8217; są grudką piasku sypaną na trumnę, w której spoczywają zwłoki naszego właśnie co narodzonego pomysłu. Tak wiec pierwsza bariera &#8211; to &#8216;ale&#8217;. Jeżeli naprawdę czegoś chcemy to nie ma żadnego &#8216;ale&#8217;. Jeżeli jest &#8211; to możemy zapomnieć o kreacji.</p>
<p>Druga przeszkoda to nabyta tendencja do wyszukiwania wszystkiego, co &#8216;nie da rady&#8217; się zrobić. Zamiast ukierunkowania swojego umysłu na myślenie: &#8216;jak to zrobić&#8217;.</p>
<p>Trzecia przeszkoda to nieumiejętność skonstruowania planu wprowadzenia idei w życie. Każdy plan powinien zawierać 2 podstawowe elementy: data finalnej realizacji i cele do realizacji. Cele to te wszystkie &#8216;problemy&#8217;, które zamieniamy na cele do realizacji. I w ten sposób pozbywamy się problemów, a nabywamy cele. Przestaje być ciężko, zaczyna być twórczo. Absolutna zmiana energii i przestajemy być tragarzami problemów, a zaczynamy być zdobywcami szczytów.</p>
<p>Czwarta przeszkoda to nieumiejętność doboru właściwych ludzi wokół siebie. Do realizacji pomysłu dobierzcie sobie takich ludzi, którzy też zakochają się w tym pomyśle. Których serca zapłoną pragnieniem zrealizowania tej idei. Ale w tym przypadku ich miłość nie może być ślepa. Więc nie dobierajcie sobie &#8216;potakiwaczy&#8217;. Bo polegniecie. Większość ludzi posiadających władzę czy pieniądze otacza się potakiwaczami i wazeliniarzami, ponieważ mają za mało odwagi, żeby otoczyć się inteligentnymi, twórczymi &#8216;oponentami&#8217;. Nie otaczajcie się więc tchórzami, których celem jest li tylko zarobienie na realizacji pomysłu. Nie otaczajcie się ludźmi, którzy będą was &#8216;motywować&#8217; mając wizję kasy jaką może przynieść realizacja waszego pomysłu. Pieniądze są fajne, są ok. Ale pieniądz jako pożądanie &#8211; jest dziwką.</p>
<p>Piąta przeszkoda to nieumiejętność konfrontowania krytyki. Ludzkie ego jest potężnym sprzymierzeńcem diabła. Proście sami o krytykę, ale taką która wskaże wam, gdzie są słabe punkty waszego działania, a nie taką która ma na celu zdewaluowanie idei jako takiej.</p>
<p>No i najważniejsza, najtrudniejsza przeszkoda do pokonania to nieumiejętność stawienia czoła sukcesowi. Brzmi idiotycznie? Nie. Większość ludzi nie jest gotowa na odniesienie sukcesu. Większość ludzi pragnie sukcesu, ale ich wewnętrzny &#8216;program&#8217; życiowy nie posiada &#8216;software&#8217; sukcesu. Pamiętajcie, że oprogramowanie jest do nabycia. Do zainstalowania. Wasz wewnętrzny program też można przeinstalować.</p>
<p>Więc zanim zabierzesz się do kreowania idei, a potem do jej realizacji &#8211; zadaj sobie podstawowe, fundamentalne pytanie: <span style="text-decoration: underline;">czy naprawdę</span> jesteś gotowy na osiągnięcie sukcesu?</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>e.s.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.thebestcoach.pl/jak-zrealizowac-idee/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Strach: napęd czy hamulec?</title>
		<link>http://www.thebestcoach.pl/strach-naped-czy-hamulec</link>
		<comments>http://www.thebestcoach.pl/strach-naped-czy-hamulec#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Mar 2012 05:13:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.thebestcoach.pl/?p=2407</guid>
		<description><![CDATA[Parę dni temu, w dosyć szczególnych okolicznościach rozmawiałam z pewnym człowiekiem na temat strachu. Dla tej osoby, te wszystkie strachy, które nosi w sobie, stanowią napęd. Napęd do działania. Człowiek ten powiedział, że nie ma dużo tych strachów, ale że ich potrzebuje &#8211; właśnie do działania. Zaczęłam się zastanawiać czy ja mam strachy-napędy? Nie. Nie mam. Co wcale nie znaczy, że jestem super odważna (w życiu nie skoczyłabym na bangi, o nie).  W moim przypadku proces odchodzenia od &#8220;posiadania&#8221; strachów &#8230; <a href="http://www.thebestcoach.pl/strach-naped-czy-hamulec">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Parę dni temu, w dosyć szczególnych okolicznościach rozmawiałam z pewnym człowiekiem na temat strachu. Dla tej osoby, te wszystkie strachy, które nosi w sobie, stanowią napęd. Napęd do działania. Człowiek ten powiedział, że nie ma dużo tych strachów, ale że ich potrzebuje &#8211; właśnie do działania.</p>
<p>Zaczęłam się zastanawiać czy ja mam strachy-napędy? Nie. Nie mam. Co wcale nie znaczy, że jestem super odważna (w życiu nie skoczyłabym na bangi, o nie).  W moim przypadku proces odchodzenia od &#8220;posiadania&#8221; strachów był dosyć długi, ale doskonale wiem, iż dopóki je posiadałam, one też stanowiły pewnego rodzaju napęd. Ten &#8221;napęd&#8221; służył do działania, ale to działanie było tak naprawdę ucieczką. Ucieczką przed znalezieniem się w sytuacji, której się bałam.</p>
<p>Czy to był strach przed brakiem pieniędzy, czy strach przed utratą kogoś, kogo kochałam; zawsze te działania, które wówczas podejmowałam miały mnie przed czymś uchronić. Uchronić przed czymś. Natomiast nie po to, żeby coś wykreować, żeby coś stworzyć.</p>
<p>Kilka lat temu, w wyniku pewnej, bardzo traumatycznej sytuacji &#8211; przestałam się bać. Raz na zawsze. To było niemal fizyczne uczucie, kiedy poczułam wręcz jak strach uchodzi z mojego serca, tak jak powietrze powolutku uchodzi z przekłutego balonu. I od tamtej pory wszystkie moje działania zmieniły się z ucieczki przed &#8211; w kreowanie.</p>
<p>Nie chcę poddawać pod dyskusję co jest lepsze dla Was, każdy ma swoje &#8220;widzenie&#8221; dlaczego o coś się stara w swoim życiu. Niemniej jednak wiem, że w moim przypadku  życie bez strachu jako napędu stało się życiem fantastycznie niezależnym i kreatywnym. Cokolwiek stworzyłam od tamtego momentu, wynikało  z absolutnej wolnej woli, z pragnienia (a nie z musu) do zmiany. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że te ostatnie kilka lat wprowadziły w moje życie najbardziej spektakularne zmiany, dzięki którym spokojny uśmiech nie schodzi z mojej twarzy, a absolutny spokój zamieszkał na stałe w moim sercu.</p>
<p>Czy wielcy tego świata, tacy jak Steve Jobs, Einstein, Bill Gates, Howard Schulz, Leonardo da Vinci i inni im podobni, stworzyli wszystko to, co my dziś podziwiamy czy używamy z podziwem, ze strachu przed znalezieniem się w sytuacji, której się bali, czy z wolnej, niezależnej woli i pragnienia stworzenia czegoś? Nie wiem.</p>
<p>Noszę jednak w sobie głębokie przekonanie, że prawdziwa wolność w kreowaniu swojego życia nie jest wynikiem czy rezultatem strachu. Moje osobiste przekonania zawsze wynikają z moich doświadczeń, nie z teorii. W moim domu, przy drzwiach wejściowych wisi zdjęcie Steve&#8217;a Jobs&#8217;a. Wisi sobie tam po to, aby zawsze mi przypominało, bym codziennie uważnie sprawdzała, czy moje życie, w każdym najmniejszym detalu i każdej, bez wyjątku czynności jest tym, co kocham robić.</p>
<p>A ty? Co stanowi napęd dla ciebie? Co daje ci poczucie prawdziwej wolności? Myślałeś kiedyś o tym?</p>
<p>Pomyśl.</p>
<p><em>e.s.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.thebestcoach.pl/strach-naped-czy-hamulec/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bez krytyki?</title>
		<link>http://www.thebestcoach.pl/bez-krytyki</link>
		<comments>http://www.thebestcoach.pl/bez-krytyki#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 10 Dec 2011 07:51:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.thebestcoach.pl/?p=2117</guid>
		<description><![CDATA[Ktoś nagadał bzdur rodzicom, żeby dzieci wychowywać bez krytyki dla ich poczynań. Że niby należy jedynie chwalić, a jakąkolwiek krytykę zawinąć w bibułkę z lizakami i broń Boże nie mówić dziecku, że coś zrobiło nieładnie, że rysunek, który namalowało nie jest piękny, że nie zawsze wygląda cudownie i że nie wszystko co robi jest idealne. To bzdura. Wygląda na robotę psychologów new age (najpewniej tych, którzy jeszcze żadnego swojego dziecka nie wychowali na dorosłego człowieka). Dlaczego to bzdura i dlaczego &#8230; <a href="http://www.thebestcoach.pl/bez-krytyki">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ktoś nagadał bzdur rodzicom, żeby dzieci wychowywać bez krytyki dla ich poczynań. Że niby należy jedynie chwalić, a jakąkolwiek krytykę zawinąć w bibułkę z lizakami i broń Boże nie mówić dziecku, że coś zrobiło nieładnie, że rysunek, który namalowało nie jest piękny, że nie zawsze wygląda cudownie i że nie wszystko co robi jest idealne. To bzdura. Wygląda na robotę psychologów new age (najpewniej tych, którzy jeszcze żadnego swojego dziecka nie wychowali na dorosłego człowieka).</p>
<p>Dlaczego to bzdura i dlaczego takie &#8220;bezkrytyczne&#8221; wychowanie przynosi więcej szkody dla dziecka niż korzyści? Dlatego, że takie wychowywanie to wsadzanie dziecka do sztucznego świata, świata pozbawionego elementów rzeczywistego życia. A życie dorosłego człowieka jest po prostu często brutalne. Wychowywanie pod parasolem i w kombinezonie anty-krytycznym powoduje ogromne &#8220;czarne dziury&#8221; w psychice dziecka, uniemożliwia mu wytworzenie umiejętności stawiania czoła porażce, pozbawia zdolności do akceptacji prostego faktu, że nikt nie jest idealny. Dzieci wychowywane bez krytyki nie potrafią w dorosłym życiu zaakceptować wielu &#8220;niekorzystnych&#8221; dla nich informacji o nich samych, a efektem jest odcięcie emocjonalne od otaczającego ich świata. Świata, który ma wiele barw, a każda z tych barw ma wiele odcieni. I że czasami świeci słońce, a czasami jesteśmy zmoczeni do suchej nitki lub przemarznięci do szpiku.</p>
<p>Pierwszym pokoleniem &#8220;bezkrytycznie&#8221; wychowanym jest pokolenie obecnych około dwudziestoparolatków, którzy generalnie rzecz biorąc są przeintelektualizowani, a za to odcięci od emocji. I wcale nie jest im łatwo, że otwarto im wrota wszelkich możliwości życiowych, w poczuciu, że wszystko mogą zdobyć  i że są lepszą wersją swoich rodziców. W odpowiedzi na nieustającą krytykę otaczającą ich własnych rodziców, ci, w akcie &#8220;odwetu&#8221; na tamtej rzeczywistości postanowili wychować swoje pociechy inaczej. Efekty biją po głowie samych efekto-biorców. Nie fajnie. Ale taki jest efekt.</p>
<p>Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że absurdalnie znalazłam się przez chwilę w świecie biznesu, w którym zasugerowano mi, abym członków zarządu poważnej, choć niedużej, prywatnej instytucji finansowej, potraktowała jak &#8230;.. dzieci, w sensie nie mówienia im jakie błędy zawierała ich poprzednia kampania reklamowa, aby ich nie urazić (sic!) i aby nie narazić ich na poddanie w wątpliwość ich umiejętności. Kampanię przygotowali sami. Że nie wolno mi wytłumaczyć, co i dlaczego doprowadziło do tego, że wyrzucają pieniądze w błoto, dlaczego ich &#8220;kampania reklamowa&#8221; nie przynosi rezultatu i dlaczego nie pozyskują na trwale coraz większej ilości klientów oraz dlaczego w efekcie nie zarabiają więcej. Dlaczego psychika konsumenta funkcjonuje zupełnie inaczej niż oni to sobie wyobrażają. Dotarło do mnie wówczas, że nakłania się mnie, abym potraktowała (uwaga) biznesmenów ze świata bankowości jak dzieci. A to z kolei sprawiło, że zrobiło mi się niedobrze. Czy jestem idealistką? Może. Czy Polska jest pełna prezesów z tak rozdętym ego, że to, co mamy w kraju wydaje się jak najbardziej uzasadnione? A przede wszystkim dotarło do mnie, że to nie jest moja bajka, i że nie może mi bardziej zależeć (bardziej niż potencjalnemu klientowi), na tym, żeby on sam więcej zarabiał. Rozdęte do granic ego biznesmenów i ich przekonanie o swojej doskonałości jest ich najpiękniejszym piekłem finansowym i na pewno nie jest moją rolą wyciągać ich na siłę z tego piekła, skoro tego po prostu nie chcą. A nie chcą, bo przyznanie się do tego, że w ich firmie jest źle, było by (wg ich sposobu myślenia) przyznaniem się oficjalnie, że to oni robią coś źle (sic!). A to przecież jest niemożliwe&#8230;..</p>
<p>A żeby połączyć oba wątki: do potraktowania owych prezesów tak delikatnie i bez jakiejkolwiek krytyki dla metod wcześniejszych poczynań (czyli jak sugerował &#8211; jak dzieci) namawiał mnie średni wiekiem, ale młody stażem rodzic, posługując się argumentami o wyższości bezkrytycznego wychowywania dzieci nad jakimkolwiek innym, bo, jak argumentował, on wraz żoną pilnie śledzą wszystkie najnowsze opracowania psychologiczne i wiedzą, co jest najlepsze i co przynosi fantastyczny efekt.. Członek owego zarządu. Wiem, że chciał dobrze. I dla firmy i dla mnie. Nie skorzystam jednak z tej rady. To, że każdy ma swoją cenę, jak powiedział Balzak w odpowiedzi na zarzut pewnej damy o potraktowanie jej jak prostytutki, jest faktem; rzecz w tym, że należy ją wynegocjować&#8230;.</p>
<p>Czy słowo <em>członek</em>  jest rzeczywiście jedynie przypadkowym lapsusem języka polskiego dla określenia osoby sprawującej władzę w polskich firmach i ich zarządach?</p>
<p>A sposób wychowania dzieci polegający na wspieraniu ich rozwoju i w realizacji ich marzeń oraz dawania narzędzi do radzenia sobie w ich dorosłym, samodzielnym życiu, zamiast wyłącznie trzymania parasola nad ich niedoskonałością &#8211; zostawiam na inny artykuł.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>e.s.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.thebestcoach.pl/bez-krytyki/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Syndrom &#8220;krzywego zwierciadła&#8221;</title>
		<link>http://www.thebestcoach.pl/syndrom-krzywego-zwierciadla</link>
		<comments>http://www.thebestcoach.pl/syndrom-krzywego-zwierciadla#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Nov 2011 19:11:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.thebestcoach.pl/?p=2091</guid>
		<description><![CDATA[Syndrom „krzywego zwierciadła” to efekt subiektywnego, zwrotnego odbioru wizerunku danej osoby na bazie przebiegu jej/jego  zatrudnienia w firmie. Dotyczy on tych pracowników, którzy pomimo wieloletniego zatrudnienia w firmie nie awansują zgodnie ze swoimi subiektywnym oczekiwaniami, a jednocześnie nie są otwarcie informowani przez przełożonego, iż nie spełniają wymogów na stanowisko na które pretendują. Sytuacja taka rodzi u takiego pracownika głębokie psychiczne niezadowolenie, lecz nie jest ono skierowane na siebie, lecz na pracodawcę. W związku z tym, z jednej strony, pracodawca otrzymuje w psychice pracownika rolę „oprawcy”, a &#8230; <a href="http://www.thebestcoach.pl/syndrom-krzywego-zwierciadla">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Syndrom „<em><strong>krzywego zwierciad</strong></em><em><strong>ł</strong></em><em><strong>a”</strong></em> to efekt subiektywnego, zwrotnego odbioru wizerunku danej osoby na bazie przebiegu jej/jego  zatrudnienia w firmie.</p>
<p>Dotyczy on tych pracowników, którzy pomimo wieloletniego zatrudnienia w firmie nie awansują zgodnie ze swoimi subiektywnym oczekiwaniami, a jednocześnie nie są otwarcie informowani przez przełożonego, iż nie spełniają wymogów na stanowisko na które pretendują.</p>
<p>Sytuacja taka rodzi u takiego pracownika głębokie psychiczne niezadowolenie, lecz nie jest ono skierowane na siebie, lecz na pracodawcę. W związku z tym, z jednej strony, pracodawca otrzymuje w psychice pracownika rolę „oprawcy”, a z drugiej – pracownik jest jak najdalszy od rzeczowej analizy swoich kompetencji (nie posiada też ku temu odpowiednich narzędzi, ale o tym w dalszej części), które nie są wystarczające na objęcie wymarzonego stanowiska. Pracownik wychodzi z założenia, iż skoro jest przez tak wiele lat zatrudniony w danej firmie oraz wypełnia sumiennie wszystkie obowiązki wchodzące w zakres jego pracy, to należną mu rzeczą jest awans.</p>
<p>Pracodawca nie wychwytując u pracownika syndromów:</p>
<p>a/ wypalenia zawodowego (dotyczy konkretnego stanowiska)</p>
<p>b/ nieumiejętności dopasowania się do wyznaczonego obszaru zmiennych działań</p>
<p>c/ rodzącej się agresji w postaci coraz to częściej popełnianych małych błędów (które z czasem przechodzą w coraz to większe)</p>
<p>d/ rodzącej się niechęci do firmy jako takiej</p>
<p>e/ pragnienia zemsty na firmie</p>
<p>doprowadza do zaistnienia syndromu „krzywego zwierciadła”.</p>
<p>Efektem jest to, iż pracownik przekłada wszystkie swoje „braki” na, w jego oczach winowajcę, czyli pracodawcę. Krótko mówiąc: „nienawidzę tego, na co patrzę, albowiem to, co widzę pokazuje mi, że jestem niegodny awansu”.</p>
<p>Z drugiej strony leży tak wysoko cenione u pracowników „bezpieczeństwo” wynikające z zatrudnienia w korporacjach, które jest elementem kotwiczącym pracownika w korporacji. Jego związanie w firmą jest o tyle mocne, o ile silny jest pakiet materialno-socjalny danej firmy.</p>
<p>Takich pracowników nazwać można <em><strong>„ko</strong></em><em><strong>ń</strong></em><em><strong>mi troja</strong></em><em><strong>ń</strong></em><em><strong>skimi”</strong></em>, i jest ich, niestety, wielu w firmach korporacyjnych.</p>
<p>Oczywiście ma to wpływ na jakość pracy i negatywne rozprzestrzenianie się braku efektywnego wzrostu jakości działańposzczególnych działów.</p>
<p>To należałoby zrobić, aby stopniowo eliminować „konie trojańskie”?</p>
<p>Na pewno należałoby zacząć od zmiany kryteriów rekrutacyjnych. Dotychczasowe obowiązujące standardy rekrutacji opierają sięna doborze pracowników w oparciu o assessment w celu wyłonienia <em>najbardziej odpowiedniego pracownika na dane stanowisko</em>. Jest to oczywisty błąd większości działów HR. Błąd, który przekłada się na swoistą krótko-terminowość czerpania efektywnych korzyści z działań danego pracownika. HR powinien skierować swoje działania rekrutacyjne na oceną kandydata pod kątem<em>najbardziej zdolnego do dopasowania si</em><em>ę</em><em> pracownika.</em> Nie dotyczy to kandydatów na t.zw. stanowiska stricte eksperckie. I co najważniejsze: żaden HR nie stosuje badania kandydata pod kątem sprawdzenia rzeczywistego &#8220;zakochania się&#8221; w danym przedmiocie wykonywanej w przyszłości pracy lub/i jego pokochania już trwającego. Śmieszne? Nie, to nie jest śmieszne. Kto kocha to, co robi &#8211; robi to najlepiej. Kto bierze się za zadania do wykonania, bo mu za to płacą &#8211; zawsze będzie pierwszym, w efekcie sumarycznym,  do obniżania swojej efektywności. Kto ma z tego korzyść? No właśnie.</p>
<p>Nie jest moim celem krytyka działań HR, jedynie podkreślam to, co na przestrzeni moich doświadczeń trenerskich jest absolutnie niezaprzeczalnym negatywnym i zauważalnym procesem, w oparciu o który działa zdecydowana większość działów HR w Polsce.</p>
<p>Innym istotnym działaniem, które należałoby wprowadzić w korporacjach to, okresowy monitoring pracowników, przede wszystkim w celu kontroli syndromu wypalenia zawodowego.</p>
<p>Większość pracowników unika jawnego przyznania się przed pracodawcą do wypalenia zawodowego z obawy utraty pracy, ukrywając rosnącą niechęć do wykonywanych obowiązków oraz głęboko utajoną agresję do pracodawcy oraz, co bardzo ważne, pragnienie &#8216;zemsty&#8217; na firmie.</p>
<p>Firmy są nastawione na procesy szkoleniowe mające na celu wyposażenie pracowników w coraz to lepsze narzędzia pracy, a niestety w większości procesów szkoleniowych pomija się naukę komplementarnej auto-analizy osobowości dla pracowników. Pracownicy są „oprzyrządowani dla wzrostu dochodu firmy”, lecz nie posiadają umiejętności analizy własnej osobowości i narzędzi do asertywnego dbania o swoje „bhp” psychiczne. Nie należy się sugerować informacją o t.zw, szkoleniach z zakresu „radzenia sobie ze stresem”, albowiem <em>clou</em> bhp dla każdej firmy i każdego pracownika, bez względu na zajmowane stanowisko, jest <em>niedopuszczenie</em> do pojawienia się „koni trojańskich”, czyli prewencja zamiast „leczenie” skutków.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.thebestcoach.pl/syndrom-krzywego-zwierciadla/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dlaczego wszyscy narzekają?</title>
		<link>http://www.thebestcoach.pl/dlaczego-wszyscy-narzekaja</link>
		<comments>http://www.thebestcoach.pl/dlaczego-wszyscy-narzekaja#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 11 Nov 2011 07:14:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.thebestcoach.pl/?p=2055</guid>
		<description><![CDATA[Dlaczego wszyscy narzekają? To proste. Bo wszyscy myślą i działają tak samo. Utyskują, narzekają, marudzą, wymyślają rządowi, innym ludziom, sytuacjom, okolicznościom, etc etc. Umysły i portfele wytarte utartymi sposobami myślenia i działania. Dlaczego nie myślą inaczej? Dlaczego nie wyjdą poza schematy? Dlaczego nie ruszą leniwych umysłów w celu pobudzenia kreatywności? To proste. Bo im się nie chce. Bo to wymaga aktywności intelektualnej i mentalnej. Bo wolą mieć podane na tacy &#8211; zarówno problemy jak i ich standardowe rozwiązania, zamiast &#8220;pójść &#8230; <a href="http://www.thebestcoach.pl/dlaczego-wszyscy-narzekaja">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dlaczego wszyscy narzekają? To proste. Bo wszyscy myślą i działają tak samo. Utyskują, narzekają, marudzą, wymyślają rządowi, innym ludziom, sytuacjom, okolicznościom, etc etc. Umysły i portfele wytarte utartymi sposobami myślenia i działania. Dlaczego nie myślą inaczej? Dlaczego nie wyjdą poza schematy? Dlaczego nie ruszą leniwych umysłów w celu pobudzenia kreatywności? To proste. Bo im się nie chce. Bo to wymaga aktywności intelektualnej i mentalnej. Bo wolą mieć podane na tacy &#8211; zarówno problemy jak i ich standardowe rozwiązania, zamiast &#8220;pójść po rozum do głowy&#8221;. A w momencie kiedy pojawia się jakaś &#8220;bariera&#8221;, jakiś problem &#8211; w 98 na 100 odpowiedzi słyszy się odpowiedź: tego się nie da zrobić, bo &#8230;.</p>
<p>Moje słowa odnoszą się do całego kraju, w którym narzekanie stało się cechą narodową. Moje słowa odnoszą się do ludzi biznesu, którym przyznanie się do tego, że w ich firmach nie jest tak, jak być powinno, równa się z przyznaniem do tego, że oni sami są do kitu jako biznesmeni, co zresztą jest prawdą, bo żaden biznesmen z rzeczywiście najwyższej finansowej półki nigdy nie udaje, że jest dobrze, kiedy jest źle, w celu  podtrzymania swojego obrosłego w tłuszczyk ego. Ale większość naszych biznesmenów jest bardziej skupionych na swoim ego, niż na przyznaniu się do tego, że nie potrafią zatrudnić kreatywnych fachowców, za to zatrudniają kolesiów, rodzinę, po znajomości, po układach i układzikach.</p>
<p>Jeżeli myślicie, że czasy &#8220;kryzysu&#8221; uniemożliwiają jakikolwiek rozwój finansowy &#8211; to jesteście w dużym błędzie. Czas kryzysu jest okresem  najbardziej sprzyjającym właśnie kreatywności. Rzecz w tym, że teraz wygrywają ci, którym chce się ruszyć mentalnie i intelektualnie, ci którym nie pasuje czekać, aż ich pochłonie konkurencja lub &#8220;globalistyczne&#8221; korporacje, ci którzy są rzeczywiście wkurzeni na to, co dookoła nich i na to, co w nich samych. Bo kreatywność jest wynikiem buntu.</p>
<p>Człowiek, który kończy zdanie &#8221; Kiedy coś jest dobre &#8211; <em>to nie  należy tego zmieniać</em>&#8221; &#8211; nigdy nie osiągnie  rzeczywistego sukcesu w żadnej dziedzinie, w żadnej branży.</p>
<p>To zdanie dokończone : &#8220;Kiedy coś jest dobre - <em>to nie znaczy, że nie może być lepiej.&#8221; </em>wymagałoby czegoś więcej niż zajęcie wygodnej pozycji za biurkiem i skupienia się na wyszukaniu wszystkich <em>innych</em> winnych danej sytuacji.</p>
<p>Żeby zacząć żyć inaczej, należy zacząć myśleć inaczej, należy wyjść poza schematy, przestać myśleć, że jak będzie się udawać, że czegoś nie ma, to wtedy to coś samo zniknie. Kreatywność to nie wynalazczość, od kreatywności nie należy wymagać, żeby komuś pomogła wymyślić koło. Ale kreatywność to coś takiego, co z pięciu kół stwarza na przykład symbol olimpijski.</p>
<p>Czy należy założyć, że Polacy nie są zdolni do mentalnego buntu z racji historii? Bo zawsze pod zaborami, bo zawsze uciśnieni, bo bo bo. A każde &#8220;fiknięcie&#8221; wobec zaborcy kończyło się dostaniem po łapach? Albo tym, że de facto wyzwalali nas inni? Hmmm, to byłaby dosyć ciekawa koncepcja na wytłumaczenie, dlaczego wielu młodych i nie tylko młodych Polaków po wyjeździe za granicę, osiąga tam sukces. Jakby samo przekroczenie granic wyzwalało z poczucia jedności w narzekaniu i wymyślaniu dlaczego czegoś się nie da rady zrobić. Doprawdy ciekawa koncepcja, choć możliwa do założenia i łatwa do udowodnienia.</p>
<p>Kiedy staniesz przed jakimś problem i przyjdzie ci w końcu do głowy odpowiedź: &#8220;nie, tego się nie da rozwiązać&#8221;, to spróbuj się zastanowić, <em>dlaczego</em> twój umysł skupiał się na wyszukiwaniu sposobów na nie-rozwiązaniu tego problemu.</p>
<p>Kiedy Ty będziesz narzekał, utyskiwał, marudził, inni w tym samym czasie ruszą w końcu &#8220;po rozum do głowy&#8221; i zaczną zarabiać więcej, zaczną być odważni, twórczy, przestaną głaskać swoje biznesowe ego gestem <em>&#8220;no przecież nie jest tak źle, przecież zobacz &#8211; inni mają gorzej&#8221; . </em>Pospolite ruszenie mentalne. Utopia w naszym kraju? Hmmm.</p>
<p><em></em>Dlaczego tendencyjnie porównujemy się do tych, którzy mają tak samo lub mają gorzej? Dlatego, że porównanie do tych, którzy mają więcej, żyją szczęśliwej, są na szczytach różnych branż, wymagałoby stwierdzenia, że skoro oni mogą &#8211; to ja też mogę! Ale po co, skoro mi się nie chce. Więc dalej narzekaj. I dalej myśl tak samo jak inni. I dalej miej to samo, co inni. Żyj w otoczeniu tych samych &#8220;problemów&#8221; nie do rozwiązania&#8230;</p>
<p>A kiedy przyjdzie ci stawić czoła ostatniemu dniu twojego życia, powiesz wtedy: <em>&#8220;Ufff, może nie było za dobrze, no ale przecież nie było aż tak źle, udało się, jakoś to przeżyłem; dobrze jednak że ten koszmar się już kończy &#8230;..&#8221;  </em>Ciekawe czego będziesz wtedy żałował: tego, co zrobiłeś, czy tego czego nie zrobiłeś? Tego kim byłeś, czy tego kim nie byłeś? Kto wierzy w reinkarnację, ten ma farta. Kto nie wierzy &#8211; ten ma &#8230;..</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><em>e.s.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.thebestcoach.pl/dlaczego-wszyscy-narzekaja/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Lider czy Menadżer?</title>
		<link>http://www.thebestcoach.pl/lider-czy-menadzer</link>
		<comments>http://www.thebestcoach.pl/lider-czy-menadzer#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Nov 2011 10:48:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Blog]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.thebestcoach.pl/?p=2030</guid>
		<description><![CDATA[Lider czy Menadżer? <a href="http://www.thebestcoach.pl/lider-czy-menadzer">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W polskim biznesie widać duże niezrozumienie pojęć lider i menadżer. I to nie tylko wśród ludzi nie związanych z biznesem jako takim, ale przede wszystkim wśród samych biznesmenów. Ludzie pochodzący z korporacji często posługują się zangielszczonym slangiem nazywając stanowiska pracy po angielsku, który to slang rozprzestrzenił na inne obszary, ale jakoś nikt z nich nie zauważył, lub zauważył, ale nie przyznał tego oficjalnie, że korporacje nie przewidują naboru na stanowisko <em>lidera. Z</em> kolei wielu menadżerów uważa się, jawnie lub w skrytości, za liderów. Hmmm.</p>
<p>Zacznę od tego, co znaczą te dwa słowa:</p>
<p>menadżer (od to manage ang. &#8211; zorganizować, zarządzać, zaradzić, podołać, gospodarować), czyli zarządzający, organizujący.</p>
<p>lider (od to lead ang. &#8211; prowadzić, wieść, przodować, przewodzić, dowodzić), czyli przewodnik, przewodzący, przodownik.</p>
<p>Czyli jakie są główne pożądane cechy menadżera, a jakie lidera?</p>
<p>Żeby efektywnie zarządzać i organizować pracę ludzi menadżer powinien znać mechanizmy psychiki ludzkiej, znać doskonale słabe i mocne strony każdego człowieka, którym zarządza, znać swoje słabe i mocne strony, umieć motywować i skrupulatnie stosować zarówno nagrody jak i kary. Umieć dostosować cele (które jemu zostały narzucone przez przełożonych) do możliwości teamu, którym zarządza, potrafić rozdzielać w czasie zadania. Menadżer to ktoś kto widzi początek i koniec danego przedsięwzięcia. Menadżer to ktoś, to wykonuje powierzone mu zadanie poprzez ludzi, którymi zarządza. Menadżer nie zastanawia się, czy cel, do którego zmierza jest dobry lub etyczny, on wykonuje powierzone mu zadanie. Oczywiście mówię tu o tych menadżerach, którzy nie są właścicielami swoich firm. Często natomiast wystarczy być dobrym menadżerem, zamiast pretendować do miana lidera. Nie jest to jednak łatwe, bo wielu myśli, iż posiadanie władzy na pracownikami daje im prawo do nieomylności i autorytaryzmu i z automatu uważają się za liderów.  Za najważniejszą cechę dobrego menadżera uważam doskonałą wiedzę na temat wiedzy nabytej i talentów poszczególnego pracownika i umiejętność jego motywacji. To o wiele bardziej służy wzrostowi efektywności gospodarczej firmy niż znajomość &#8230; kluczowych wskaźników efektywności.</p>
<p>Lider. To ktoś za kim pójdziemy bez względu na to czy nam płaci ci czy nie. To ktoś, kto rozpali w nas ogień, gdy temperatura &#8220;otoczenia&#8221; wynosi grubo poniżej zera. Lider nie musi być ekspertem czy specjalistą w jakiejś dziedzinie. Ale z drugiej strony to geniusz, którego często nienawidzimy za jego ekstremalne zachowania, ale komu ufamy i wierzymy w ten sam cel. To ktoś, kto kocha wizję celu, który go prowadzi. Ktoś, kto nie zna końca swoich działań, bo ma nieustanne parcie na <em>więcej, dalej, wyżej, lepiej. </em>Ktoś kto często jest znienawidzony, samotny, uważany za wariata, ekscentryka, szaleńca. Ktoś o wielkim umyśle i wielkim sercu. Ktoś, kto prowadzi pociąg, nie zastanawiając się czy mu się opłaci liczyć zyski ze sprzedanych biletów. A przede wszystkim to ktoś, kto oprócz <em>cojones</em> ma charyzmę. Owe <em> cojones</em> nie są w tym przypadku oczywiście związane z płcią. &#8220;Szkoły liderów&#8221; kuszą nazwą, ale uczą bycia dobrymi/doskonałymi menadżerami. Bycia liderem nie można się nauczyć. To &#8220;coś&#8221; się ma lub nie w genach.</p>
<p>Lider plus doskonały menadżer/menadżerowie to najlepsza opcja dla każdej firmy, dla każdego przedsięwzięcia.</p>
<p>Klasyczni liderzy to Steve Jobs. Filmowy dr. House. Martin Luther King. Barak Obama. Mark Zuckerberg. Indira Ghandi.</p>
<p style="text-align: left;">Klasyczni menadżerowie to Angela Merkel. Brian Tracy. Andy Rubin. Łukasz Wejchert. Zygmunt Solorz-Żak. Jan Kulczyk.</p>
<p style="text-align: left;"><em>e.s.</em></p>
<p style="text-align: left;">Prosty instruktaż o tym jak zachowuje się lider, jak menadżerowie, i dlaczego ten Team wciąż zwycięża: <a href="http://www.youtube.com/watch?v=UmPVoln22Cw&amp;feature=related">All Blacks Haka &#8211; Mistrzowie Świata</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.thebestcoach.pl/lider-czy-menadzer/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

